joombig banner rotation images

Menu

 

Wysoki, czerwony komin był charakterystycznym elementem każdej cegielni Dziś w Bełchatowie nie ma już wysokiego, czerwonego komina, widocznego niegdyś z każdego, nawet najbardziej odległego punktu miasta. Zniknął ponad 20 lat temu wraz z domiechowicką cegielnią.

 

Tę ważną dla rozwijającego się miasta cegielnię naukowcy nazwali reliktem okresu lokacyjnego (1737-1870). W XIX i XX w. zapotrzebowanie na materiał budulcowy stale rosło, a dolina Rakówki ze względu na występujące tu złoża gliny okazała się doskonałym miejscem.

 

Kiedy dokładnie powstała cegielnia, nie wiemy, ale na pewno funkcjonowała już w połowie XIX w. Jej obecność odnotował kartograf pracujący nad Topograficzną Kartą Królestwa Polskiego (1830-1843). Później, w 1936 r., wspomniał o niej w opisie miasta burmistrz Kazimierz Miętkiewicz.

 

W latach 60. kierownikiem cegielni został Eugeniusz Cyranowski. Funkcję tę pełnił przez kolejne 30 lat, do końca jej funkcjonowania. W pierwszej połowie lat 90. cegielnia przeszła w ręce prywatnego przedsiębiorcy, a niedługo po tym zniknęła z miejskiej przestrzeni.

 

Żeby fabryka cegieł dobrze funkcjonowała, trzeba było pracować zespołowo. Z jednego szybra leciał na taśmę piasek, z drugiego glina. W ruch szły walce, które zgniatały masę, i przecierak, wyciskający glinę przez otworki. Trafiała ona do mieszadła, a następnie do prasy, z której wychodziła w postaci długiej bryły. Dzielono ją na cegły. Kiedy były jeszcze miękkie, znaczono je i przewożono do suszarni.

 

Tu przy układaniu cegieł pracowały najczęściej kobiety. Woziły uformowaną glinę na szerokich taczkach na gumowych kołach. Dla utrzymania równowagi nosiły specjalne pasy, tzw. szory, połączone z taczką. Cegły kładziono na drewnianych listwach, czyli łatach, gdzie schły około tygodnia. – To była bardzo ciężka praca na akord, a mimo to w suszarniach pracowały przeważnie kobiety – wspomina córka Eugeniusza Cyranowskiego, która jako dziecko przyglądała się codziennym zajęciom cegielników i cegielniczek.

 

Przeschnięte cegły wypalano w wielokomorowym piecu na węgiel lub koks. Piec Hoffmana to jedna z najstarszych konstrukcji służących do wypalania cegły. Choć niektóre z nich uznano za zabytki architektury przemysłowej, to wciąż są użytkowane w cegielniach.

 

Bełchatów wczoraj i dziś

Zdjęcia cegielni ukazały się na miejskim profilu na Facebooku „Bełchatów wczoraj i dziś”, wywołując wiele wspomnień. Profil powstał z myślą o wszystkich, którym bliska jest historia miasta i jego mieszkańców. Prezentujemy na nim fotografie z dawnych lat, zarówno z początku, jak i końca XX w. Do nadsyłania zdjęć i w dzielenia się wspomnieniami zapraszamy także mieszkańców.

 

KZB

Fot. Maciej Kuszneruk

 

 

W piecu Hoffmana, w którym wypalano cegły, ogień przemieszczał się z komory do komoryW piecu Hoffmana, w którym wypalano cegły, ogień przemieszczał się z komory do komory

 

Kiedy cegły były jeszcze miękkie, znaczono je i przewożono do suszarniKiedy cegły były jeszcze miękkie, znaczono je i przewożono do suszarni

 

 Hala produkcyja, w której na górze, na stalowych prętach, stała maszyna zwana gniotownikiemW hali produkcyjnej, na stalowych prętach u góry, stała maszyna zwana gniotownikiem

 

mapka belchatowFragment Topograficznej Karty Królestwa Polskiego

Aktualności

 


Miasto Bełchatów

ul. Kościuszki 1, 97-400 Bełchatów; tel: +48 447335116, +48 447335115; email: um@belchatow.pl
www.belchatow.pl
Wydawca: Urząd Miasta Bełchatowa, ul. Kościuszki 1, 97-400 Bełchatów
Kontakt do redakcji: a.duda@um.belchatow.pl
Zespół redakcyjny: Aleksandra Duda - Andrzejewska, Anna Przydryga, Piotr Kurzydlak, Tomasz Kałużyński, Kinga Zawodzińska - Bukowiec
 

Wszystkie prawa zastrzeżone - belchatow.pl 2019